sobota, 29 lipca 2017

Życie na podglądzie - Len Vlahos

"Jednak świat jest inaczej skonstruowany. Czas niekoniecznie leczy rany, ale zabliźnia je na tyle, że człowiek jest w stanie żyć dalej"

★★★★☆


"Życie na podglądzie" trafiło do mnie na tydzień w ramach booktour'u zorganizowanego przez Agnieszkę z @magical_reading. O książce po raz pierwszy dowiedziałam się właśnie od Agi - okładka od razu przykuła moją uwagę, a fabuła bardzo zainteresowała. Już od początku wiedziałam, że będzie to bardzo nietypowa (przynajmniej dla mnie) powieść.

Jared Stone ma dwie córki, żonę, psa, pracę... Prowadzi spokojne życie i cieszy się każdym dniem spędzonym z najbliższymi. Gdy okazuje się, że mężczyzna ma guza mózgu wszystko zmienia się o 180°. Lekarze od razu dają mu do zrozumienia, że nie zostało mu dużo czasu. Jared, dla którego rodzina jest wszystkim od razu zaczyna szukać sposobu na finansowe zabezpieczenie rodziny przed swoją śmiercią. Robi to w bardzo nietypowy sposób, bo postanawia sprzedać swoje życie na eBayu. Jednym z licytujących jest telewizyjny producent reality show. Spokojne życie rodziny Stone zostaje zaburzone, gdy nagle cała Ameryka śledzi postęp choroby Jareda, czekając na jego śmierć. Czy telewizyjne show i kamery śledzące każdy ruch mężczyzny i jego bliskich to dobry pomysł?

Cała książka pokazuje nam postęp nowotworu Jareda i to, jak radzi sobie z tym jego rodzina. Kamery zaczynają być uciążliwe a telewizja okłamuje widzów aby zwiększyć oglądalność. Zaczynają się spięcia pomiędzy domownikami. W końcu rodzina zaczyna szukać ratunku u osób spoza show biznesu, aby pokazać jak naprawdę wygląda ich życie i jak bardzo niszczy je telewizja.

Len Vlahos nie skupił się tylko na rodzinie Stone'ów, która bądź co bądź gra tu główną rolę. Autor bardzo rozbudował każdego bohatera, w każdym rozdziale poznawaliśmy kogoś nowego, kto na pierwszy rzut oka nie wnosił niczego więcej do książki. Dzięki temu bardziej wczułam się w całą historię i zauważyłam, że pieniądze naprawdę mogą zmienić myślenie ludzi. Poznawałam opinię na temat zaistniałej sytuacji z punktu widzenia różnych postaci. Myśl o sławie i bogactwie potrafiła zmienić nastawienie i intencje wielu bohaterów. Autor pokazał nam, że ludzie z wielu naprawdę różnych środowisk są w stanie zrobić wszystko dla odrobiny rozgłosu, nawet jeżeli odbije się to na nic winnej rodzinie.

Nie będę opowiadać Wam szczegółowo o bohaterach tej powieści, bo chyba lepiej odkryć ich prawdziwe oblicza samemu. Mimo wszystko chciałam zwrócić uwagę na pewien ciekawy zabieg, który zastosował autor. W książce przewijają się również rozdziały w których poznajemy nowotwór Jareda. Tak! Glej, czyli guz, który rósł w głowie mężczyzny i powoli stawał się nim samym przejmuje narrację w wielu fragmentach książki. Len Vlahos nadał mu cechy ludzkie - nowotwór był zdolny do myślenia i karmił się wspomnieniami Jareda, dzieląc się z czytelnikiem spostrzeżeniami na ich temat. Po raz pierwszy podczas czytania spotkałam się z chorobą przedstawioną w ten sposób. Samo połączenie reality show i tak poważnej choroby w książce to dla mnie zupełna nowość i zaskoczenie, bo nie spodziewałam się, że tak bardzo mało wiem o show biznesie i tamtejszych "zasadach".

Po skończeniu lektury zrozumiałam, że dla niektórych pieniądze mają większą wartość niż czyjeś życie. Zaczęłam zastanawiać się jak to wszystko by się potoczyło gdyby rodzina Stone'ów jednak nie zdecydowała się na reality show na ich temat. Czy zaznaliby spokoju? "Życie na podglądzie" to książka, która pokazuje raka z zupełnie innej perspektywy. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym, aby nowotwór mógł myśleć i prowadzić rozdziały. Książka pełna jest różnokolorowych bohaterów, którzy często są dwulicowi i swoje prawdziwe ja pokazują w najbardziej niespodziewanych momentach.
Naprawdę ciężko było mi się oderwać od czytania. Na pierwszy rzut oka książka może okazać się banalna i oklepana, bo mimo ciekawego pomysłu autora na całą fabułę moglibyśmy pomyśleć, że wiemy jak to wszystko się zakończy już po kilku rozdziałach. Mimo wszystko kartki przelatywały mi pod palcami w zastraszającym tempie - na czytaniu spędziłam kilka bardzo przyjemnych wieczorów i muszę przyznać, że przez ten czas zżyłam się z wieloma bohaterami.
Czy polecam? Zdecydowanie tak! Idealna na letni wieczór - autor opisał wszystko tak, aby czytelnik nie miał problemów ze zrozumieniem i nie musiał się bardzo wysilać, a jednak był skłonny do refleksji na samym końcu.

Czytaliście? A może dopiero macie ją w planach? Dajcie znać w komentarzu :) Trzymajcie się,
Marta

6 komentarzy:

  1. Też będę miała okazję ją przeczytać a po twojej i Agnieszki recenzji nie mogę się już doczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już prawie ją kupiłam, ale pomyślałam, że może wyczaję kiedyś w bibliotece :D niemniej to jest taki temat na czasie, jak bardzo media wchodzą w nasze życia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam aż pojawi się w mojej bibliotece, bo nie mam już miejsca na półce ;) Serdecznie zapraszam do mnie :D
    https://wroclawianka-czyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Fabuła brzmi naprawdę intrygująco, chociaż przyznam że trochę się boję tego przejmowania narracji przez guza jednego z bohaterów. Brzmi dość irracjonalnie. Ale może też zadziałać na korzyść ;) Na pewno oryginalna pozycja, może kiedyś sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
  5. szczerze? nie miałam jej w planach, ale chyba teraz to zmienię Martuś !
    świetna recenzja ! buziaki kochana!

    pozdrawiam serdecznie :)
    kasiaxczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Instagram