wtorek, 6 czerwca 2017

Ogród małych kroków-Abbi Waxman - wyd. Otwarte

"(...) wciąż żałowałam, że to nie ja umarłam. On znacznie lepiej ode mnie poradziłby sobie z żałobą"

★★★★☆





Zaczynając "Ogród małych kroków" nie nastawiałam się na poruszającą lekturę, która zmieni moje nastawienie do życia. Ostatnio nie za bardzo podchodzą mi obyczajówki. A przynajmniej nie podchodziły. Do każdej książki tego typu byłam nieco sceptycznie nastawiona sądząc, że to w sumie taki pic na wodę i no po co czytać coś tak przewidywalnego? ALE! W przypadku "Ogrodu małych kroków" było zupełnie inaczej.

Abbi Waxman pokazała nam co naprawdę czuje człowiek po stracie jednej z ważniejszych osób w naszym życiu, jak ciężka jest żałoba i jak trudno jest wrócić do normalnego funkcjonowania. Pewnie pomyślicie, że to książka przy której wylewa się hektolitry łez i współczuje się naszej głównej bohaterce, ale... Tak nie jest. Naprawdę nie pamiętam kiedy tak bardzo śmiałam się podczas czytania jakiejkolwiek książki, jak przy "Ogrodzie małych kroków".

Lily powoli podnosi się po stracie męża. Ma dwie córeczki, psa, kota i dobrą pracę jako ilustratorka w wydawnictwie. Tęsknota za Danem nie pozwala jej jednak żyć w stu procentach. Lily nie chce poznawać nikogo nowego, wolny czas spędza z przebojową siostą Rachel i córkami, tłumacząc sobie, że ona i dzieci nie są jeszcze gotowe na zmiany po śmierci męża. Gdy nasza bohaterka zostaje wysłana na kurs ogrodnictwa, który ma pomóc jej w nowym zleceniu w pracy, bez wahania zabiera ze sobą rodzinę. Kurs okazuje się być niesamowitą zabawą - pozwala Lily zapomnieć o zmartwieniach i tęsknocie. Na dodatek kobieta na nowo zaczyna otwierać się na ludzi i nowe znajomości, które pokazują jej, że życie toczy się dalej, może być piękne i pełne niespodzianek - nawet po stracie męża.

Jak już wyżej wspomniałam, wątek z żałobą i przeżywaniem śmierci męża nie dominuje w tej
książce. Owszem, jest kilka momentów w których człowiekowi robi się smutno i się wzrusza, ale mimo wszystko przez większość czytania "Ogrodu małych kroków" towarzyszył mi dobry humor i uśmiech na twarzy. Teksty córek Lily - Annabel i Clare dosłownie zwalały mnie z nóg. Niektóre fragmenty czytałam po kilka razy i za każdym śmiałam się jeszcze bardziej. Nie możemy też zapomnieć o Rachel, która z pewnością dodała tej książce większej dynamiki i sprawiła, że po przeczytaniu "Ogrodu małych kroków" każdy z nas zaczął po cichu marzyć o siostrze takiej jak Rachel - szczerej do bólu, troskliwej i zwariowanej. Idealna mieszanka wybuchowa.

"Ogród małych kroków" to książka w której zakochamy się od początku. Jest to chyba jedna z niewielu pozycji, w których tyutł w jakiś sposób odnosi się do całej historii. Jak banalnie by to nie zabrzmiało, kurs ogrodnictwa pozwala Lily na te małe kroczki, które tak bardzo bała się stawiać po śmierci swojej drugiej połówki. Inni uczestnicy kursu są dla niej wielkim wsparciem, nawet jeśli nie próbowali podnieść jej na duchu. Każdy bohater jest inny i na początku moglibyśmy pomyśleć, że to nie ma żadnego sensu, nie układa się w całość... No bo co to za pomysł? Ogródek, roślinki, żałoba i grupa ludzi różniących się od siebie wiekiem, doświadczeniami i podejściem do życia. Mimo wszystko historia jest bardzo spójna i czyta się ją w ekspresowym tempie. W dodatku każdy rozdział zaczyna się piękną ilustracją i zabawnym opisem dotyczącym uprawy danego warzywa, powodując, że naprawdę możemy się czegoś dowiedzieć na temat ogrodnictwa.

Mam wrażenie, że jest to idealna książka na wiosnę/lato. Ostatnimi czasy wybierałam powieści z zawiłą akcją i czuję, że czytając "Ogród małych kroków" naprawdę się zrelaksowałam i odpoczęłam. Książka nie jest wymagająca - z pewnością poprawimy sobie nią humor i nie będziemy musieli się martwić, że nie nadążymy z akcją, że musimy przysiąść do niej w fazie stuprocentowego skupienia. Nie oznacza to jednak, że to typowa pozycja na "odmóżdżenie" - Abbi Waxman razem z ogromną dawką porównań i śmiesznych dialogów udało się również przemycić naprawdę ważną wiadomość i przesłanie, a mianowicie to, że po burzy zawsze wychodzi słońce i każdy dzień jest szansą na nowy, lepszy start.
Jedynym, maleńkim minusem może być zakończenie. Po skończeniu książki miałam wrażenie, że przydałby się jakiś króciutki rozdział bądź epilog na podsumowanie relacji Lily z pewnymi osobami. Mimo wszystko nie było to coś, co spędzało mi sen z powiek i zepsuło książkę, bo wszystkiego możemy się w sumie domyślić. Czyli to w sumie nie minus, tylko moja ciekawość.

Jeżeli szukacie czegoś lekkiego po ciężkim dniu w pracy czy szkole to z pewnością mogę polecić Wam tę książkę. Po przeczytaniu "Ogrodu małych kroków" mam ochotę na więcej książek tego typu - zabawnych, uroczych, ciepłych i po prostu prawdziwych. Jedno, wielkie tak i cztery na pięć gwiazdek! Premiera już 14 czerwca!

Za możliwość przeczytania książki przed premierą serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte.



Macie zamiar przeczytać "Ogród małych kroków? Dajcie znać w komentarzach czy zachęciłam Was do przeczytania tej książki! :)
Trzymajcie się,
Marta


9 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twój styl pisania! ��

    OdpowiedzUsuń
  2. W moim repertuarze zbyt mało jest takich książek niestety.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie czytam "Ogród małych kroków" i bardzo mi się podoba :) Choć nie wydaja jeszcze ostatecznej oceny :) Świetna recenzja <3

    goszaczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam, i tak samo jak ty, chyba dawno przy żadnej książce tyle się nie śmiałam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie się zapowiada ta książka, muszę koniecznie po nią sięgnąć :)
    http://itsabookgeek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Rób więcej live-ów na insta! Uwielbim Cię słuchać! ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam się pod tym zdaniem :D

      Usuń
  7. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Ogród to rzeczywiście powieść idealna na wakacje - niewymagająca, ale przy tym urocza i ciepła. Myślę, że kiedyś będę chciała przeczytać ją jeszcze raz.:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszędzie widzę tę książkę i jeszcze nie zdarzyło mi się przeczytać negatywnej recenzji, ale i tak nie czuję się przekonana. To chyba nie mój klimat ;).

    litery-na-papierze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Instagram